Nie potrzebujesz mocniejszego bodźca. Potrzebujesz takiego, który Twój organizm jest w stanie udźwignąć.

Nie potrzebujesz mocniejszego bodźca. Potrzebujesz takiego, który Twój organizm jest w stanie udźwignąć.

O przeładowanej głowie, zapomnianym ciele i o tym, dlaczego nauka odpoczywania okazuje się trudniejsza, niż myślimy pisze Anna Kula, certyfikowana praktyczka Access Bars®.

W gabinecie bardzo często spotykam osoby, które od miesięcy – a czasem od lat – żyją na najwyższych obrotach. Ciągły stres, spięte barki, ściśnięty brzuch, płytki oddech. Problemy z zasypianiem i to nieustanne, ciche poczucie z tyłu głowy, że „trzeba jeszcze coś zrobić”.

Najtrudniejszy moment przychodzi jednak wtedy, gdy wreszcie pojawia się wolna chwila. Zamiast upragnionej ulgi i spokoju pojawia się rozdrażnienie, niepokój albo nagła, przemożna potrzeba znalezienia sobie jakiegoś kolejnego zajęcia.

I wtedy pada to ważne pytanie: Dlaczego tak trudno nam po prostu odpocząć, skoro dokładnie tego nasz organizm tak bardzo potrzebuje?

Żyjemy w głowach, zapominając o ciele.

Od małego uczy się nas, że najważniejszy jest umysł i to, co wyprodukujemy głową. System szkolny wtłacza nas w konkretne ramy: masz dobrze czytać, liczyć, pisać, zbierać dobre oceny, kończyć świetne szkoły. Prawie nikt nie uczy nas, jak słuchać własnego ciała.

Uczymy się więc chować emocje, przełykać trudne sytuacje ze ściśniętym gardłem i udawać, że wszystko jest w porządku. A ciało? Zaczynamy je traktować bardzo narzędziowo. Ma być wydajne, ma ładnie wyglądać na zdjęciach, ma dobrze biegać i nie sprawiać kłopotów. Traktujemy je trochę jak samochód, do którego po prostu dolewa się paliwa i wymaga, by jechał dalej.

Twoje ciało nie działa w próżni

Nasz organizm bez przerwy czyta sygnały z otoczenia i z naszego wnętrza. Reaguje na to, co dzieje się wokół nas, ale też na to, ile śpimy, jak się ruszamy, z kim przebywamy, co jemy i ile godzin spędzamy ze wzrokiem wlepionym w telefon.

Dlatego dbanie o siebie to nie poszukiwanie jednej „magicznej” metody na szybkie wyciszenie. Chodzi o całość naszego dnia. W książce „Zdrowa dawka DOSE” TJ Power pokazuje, jak proste, codzienne nawyki – jak sen, ruch, przebywanie na świeżym powietrzu czy naturalne relacje z ludźmi – wspierają naszą wewnętrzną chemię (dopaminę, oksytocynę, serotoninę i endorfiny).

I tu dochodzimy do prostej prawdy: regulacja i uspokojenie nie zaczynają się wtedy, gdy kładziesz się na stole w gabinecie. Zaczynają się w tym, jak żyjesz na co dzień.

Co się dzieje w ciele, gdy stres trwa zbyt długo?

Kiedy w głowie pojawia się myśl o zagrożeniu, presji czy problemach, ciało nie zastanawia się, czy to tylko zły mail od szefa, czy prawdziwe niebezpieczeństwo. Uruchamia pełny tryb alarmowy:

  • Serce zaczyna bić szybciej, a ciśnienie rośnie,
  • Mięśnie się spinają, gotowe do ucieczki lub walki,
  • Ciało uwalnia zastrzyk hormonów stresu i cukru, by dać nam szybką energię do działania.

To świetny mechanizm, kiedy musimy szybko zareagować. Ale kiedy żyjemy w takim stanie tygodniami, ciało płaci za to wysoką cenę. Żeby utrzymać nas w gotowości, wyłącza procesy, które nie są niezbędne „na już” – osłabia trawienie, zaburza gospodarkę hormonalną, obniża odporność i utrudnia regenerację.

Efekt długotrwałego spięcia to pojawiające się bóle głowy, ciągłe zmęczenie, zatrzymywanie wody w ciele, problemy z żołądkiem czy nawracające infekcje. Ciało po prostu zamienia się w napiętą zbroję.

Dlaczego uciekamy w kolejne bodźce?

Współczesny świat uczy nas ciągłej stymulacji. Telefon w dłoni, muzyka w tle, podcast w trakcie spaceru, serial przy jedzeniu, ciągłe powiadomienia, praca do późna i jeszcze intensywny trening na koniec dnia.

Kiedy na chwilę zapada cisza, zamiast wymarzonego spokoju czujemy całe to nagromadzone napięcie. I okazuje się, że ta cisza bywa nieprzyjemna. Dlatego czasem łatwiej jest zrobić morderczy trening albo przewijać rolki na telefonie przez kolejną godzinę, niż po prostu usiąść na 20 minut i poczuć, co tak naprawdę dzieje się w naszym ciele.

Odpoczynek nie włącza się automatycznie jak guzik na pilocie. Odpoczywania też trzeba się nauczyć.

Zasada odpowiedniej dawki – mniej znaczy więcej.

Stres sam w sobie nie jest naszym wrogiem. Potrzebujemy energii, emocji i mobilizacji do działania. Problem pojawia się wtedy, gdy nie dajemy sobie szansy na powrót do stanu spokoju.

Jeśli Twoje ciało przez długi czas funkcjonowało w ogromnym napięciu, nie potrzebujesz kolejnej ekstremalnej metody ani jeszcze silniejszego bodźca. Potrzebujesz dawki, którą jesteś w stanie przyjąć. Dokładnie tak jak na siłowni – nie nakładasz na sztangę maksymalnego ciężaru pierwszego dnia, tylko powoli budujesz siłę.

Zamiast silnych wrażeń, zadziałają małe, łagodne gesty:

  • kontakt z własnym ciałem,
  • swobodny  oddech,
  • zauważenie napięcia w ramionach czy brzuchu,
  • spokojny spacer bez słuchawek w uszach,
  • chwila zatrzymania i pytanie: czego tak naprawdę w tej chwili potrzebuję?

Ciało wybiera to, co już zna.

Często doskonale wiem, że powinnam odpocząć, wyłączyć telefon czy położyć się wcześniej. A mimo to wieczorem znowu robię dokładnie to samo. Dlaczego? Bo nasze reakcje to po prostu głęboko wyuczone automatyzmy.

Jeśli przez lata uczyłyśmy się rozładowywać napięcie kolejnym zadaniem albo rozpraszaniem uwagi, to stan bezczynności na początku wydaje się niepokojący. Ale jak przypomina autorka książki „Ciało chore z emocji” – sytuacje wokół nas są neutralne. To nasza głowa i nawykowa reakcja nadają im łatkę czegoś miłego albo zagrażającego.

Zacznij od zauważenia siebie.

W uważności na ciało chodzi o prosty kontakt z samą sobą. O to, by w ciągu dnia zatrzymać się na moment i zadać sobie proste pytania:

  • Czy jestem zmęczona, czy tylko przebodźcowana?
  • Czy naprawdę muszę teraz zrobić kolejną rzecz?
  • Gdzie w ciele czuję spięcie?
  • Co się stanie, jeśli przez 2 minuty po prostu ponierobię nic?

Spokój można odnaleźć w bardzo różnych momentach życia – w radości, ale i w smutku, w odpoczynku i w działaniu. Wystarczy pozwolić sobie poczuć to, co jest, z głębokim oddechem i wyrozumiałością dla siebie.

Praca ze swoim układem nerwowym to nie kolejny punkt do odhaczenia na liście zadań. To sztuka zatrzymania się. „W świecie, który ciągle krzyczy: „rób więcej, szybciej, mocniej!”, najbardziej lecząca okazuje się nie kolejna porcja presji, ale właśnie odpowiednia, bezpieczna dawka łagodności i spokoju.

Anna Kula

Anna Kula >

Kontakt: kontakt@annakula.pl, + 48 574 925 223

Certyfikowana praktyczka Access Bars®, ukończyła kurs życia opartego na uważności (Mindfulness) i jest  certyfikowaną masażystką. Obecnie pogłębia swoją wiedzę w zakresie terapii czaszkowo-krzyżowej w ujęciu biodynamicznym.